O Manifeście z Ventotene słów kilka
Na blogu p. Aleksandra Ściosa bezdekretu.blogspot.com dnia 09.07.2021 zamieściłem wpis, który wydaje mi się wartym powtórzenia tutaj. Tekst zamieszczam w całości, taki, jaki się znalazł w komentarzach bezdekretu. Zatem zapraszam do lektury.
Drodzy Państwo,
W odpowiedzi na mój krótki wpis z 7 lipca zostałem zaatakowany
przez p. Mirosława pod postacią niejakiej Syrenki. Pan Mirosław, zapewne w
najlepszych intencjach, postanowił bronić szanownego Gospodarza tego bloga
przed… no właśnie, przed czym?
Nie jest moją intencją prowadzenie bezowocnych sporów, więc
postanowiłem „uciec do przodu” i zamieścić kolejny wpis, który, mam nadzieję,
pomoże Państwu zrozumieć moje stanowisko jak i może kogoś skłoni do refleksji.
Zacznę może od tego, że z kilku powodów moje spojrzenie na sprawy
polskie uległy pewnej zmianie i wyostrzeniu. Od blisko roku nie mam prawie
kontaktu z Polakami, z medialną propagandą (tak tą polską jak i światową), z tym,
co nazywamy „bieżączką”. Nie śledzę głównych portali, nie oglądam tv, nie
słucham radia. Skupiony na nauce języka i poznawaniu kraju, w którym się
znalazłem nie mam ani chęci, by obserwować „wojenki” w Polsce, ani możliwości
językowych, by miejscowa propaganda mogła do mnie trafić. Zaglądam jedynie do
kilku zaufanych stron internetowych, by wiedzieć o najważniejszych
wydarzeniach. Takie położenie daje mi możliwość ponownej refleksji i bardziej
klarownego obrazu rzeczywistości.
Gdy w styczniu lub lutym 2020, będąc jeszcze w Polsce, obejrzałem
nagrania spreparowane i wysłane w świat przez Komunistyczną Partię Chin za
pomocą telewizji China News na temat tragedii epidemiologicznej w prowincji
Wuhan, nie miałem żadnych wątpliwości, że komuniści chińscy nie tyle mają
problem z wirusem, co „wirusową propagandą” załatwiają swoje sprawy. Wówczas
mikrob dopiero miał się roznieść po świecie. I już wtedy zastanawiającym zachowaniem
przywódców tzw. wolnego świata była łatwość, z jaką „kupili” tę propagandę. Przeszło
rok później, w odpowiedzi na mój komentarz (na bezdekretu z 26.03.2021) o
doprowadzeniu Polaków pod ścianę przez rząd PiS, o upodleniu Polaków, 27.032021
p. Aleksander napisał: „Bez
wątpienia, na przyspieszenie tego procesu ma wpływ tzw. „pandemia” i
uruchomiony wraz z nią mechanizm zniewolenia. Ale nawet chińska wojna biologiczna
nie tłumaczy tak przerażającej dynamiki.”
Drodzy Państwo, „chińska
wojna biologiczna” rzeczywiście nie może tłumaczyć w całości „tak
przerażającej dynamiki”. Co zatem może?
Eugenio Colorni w przedmowie
„Manifestu z Ventotene” w 1944 roku pisał: „Do ideału tego (federacji
europejskiej - RS) można zbliżać się poprzez działalność na polu dyplomatycznym oraz
akcje społeczne - promując wśród klas wykształconych znajomość problemu, oraz
prowokując zjawiska rewolucyjne, których odwrócenie będzie niemożliwe;
wpływając na sfery rządzące państw zwycięskich; w krajach pokonanych
upowszechniając przekonanie, iż tylko w wolnej i zjednoczonej Europie mogą one
znaleźć ratunek i uwolnić się od dramatycznych konsekwencji klęski”.
Tak uważają europejscy federaści. „Zjawiska rewolucyjne, których
odwrócenie będzie niemożliwe” mają być nie tylko wykorzystywane, ale i
prowokowane do osiągnięcia „ideału”. Czy owe „zjawiska rewolucyjne”, na
zmianę podkręcane i tłumione przez PiS, nie nabierają w tym świetle nowego
znaczenia? Czy zrujnowanie finansowe Polski (kolejne „tarcze”, przydzielenie UE
kompetencji kredytowych) nie jest po to, aby ten cel zrealizować „upowszechniając
przekonanie, iż tylko w wolnej i zjednoczonej Europie mogą one znaleźć ratunek
i uwolnić się od dramatycznych konsekwencji klęski”.
W drugim rozdziale wspomnianego „Manifestu” Altiero Spinelli i
Ernesto Rossi piszą jak ma wyglądać ta nowa Europa: „Będzie to stabilne państwo
federalne, dysponujące europejską armią w miejsce wojsk narodowych.
Nieodwołalnie pokonane zostanie dążenie do gospodarczej samowystarczalności
poszczególnych krajów.”
Z iluż to ust polskich jak i „europejskich” polityków słyszeliśmy
o konieczności budowy europejskiej armii w ostatnich miesiącach? A ile już
można wymienić rozwiązań „nieodwołalnego” zlikwidowania „gospodarczej
samowystarczalności”? Nie możemy mieć też złudzeń, co do zamierzonych
efektów tych wszystkich działań, skoro „prawo dziedziczenia prowadzi do
utrzymywania potęgi pieniądza w łonie jednej warstwy” (Rozdział I) więc
„Własność
prywatną należy znieść, ograniczyć, skorygować, poszerzyć, odpowiednio dla
każdego indywidualnego przypadku, nie dogmatycznie i pryncypialnie” (Rozdział
III)
oraz „W okresie rewolucyjnego kryzysu bogactwa te(prywatne – RS)
trzeba będzie rozdzielić, w oparciu o zasadę równości.”(Rozdział III).
Drodzy Państwo, „Manifest” A. Spinelli’ego i E. Rossi’ego to
dokument stricte komunistyczny, a przyjęty jako jedyna podstawa ideologiczna
Unii Europejskiej. Zastanawiając się nad jego zapisami, możemy dojść do
wniosku, że „chińska wojna biologiczna” jest tak bardzo na rękę eurokratom z
Brukseli (ale także politykom od Joe Bidena), że to już nie jest (a może i
nigdy nie była) wojna chińska.
Eugenio Colorni w Przedmowie pisze o okolicznościach powstania
Manifestu: „Przyczyn niepowodzeń z przeszłości nie upatrywano już w błędnej
strategii parlamentarnej czy rewolucyjnej, w ogólnej „niedojrzałości” sytuacji,
lecz w braku kompleksowej wizji, w zorientowaniu walki zgodnie z tradycyjnymi
liniami podziału, niedostatecznie uwzględniając fakt, iż zaistniały nowe
okoliczności, które zaczęły zmieniać rzeczywistość.” W mojej ocenie owe „nowe okoliczności, które zaczęły
zmieniać rzeczywistość” albo wymuszą na nas „kompleksową wizję” i
odejście od „tradycyjnych linii podziału”, albo będziemy musieli przegrać
sromotnie z wyśmienicie przygotowanym do walki wrogiem, wrogiem, który wie, że „Władzę
bowiem zdobywa się i utrzymuje nie przebiegłością, lecz zdolnością do
organicznej i możliwej do zrealizowania odpowiedzi na potrzeby nowoczesnego
społeczeństwa.”(Rozdział II). Aż
chciałoby się dodać, że mowa o potrzebach od lat projektowanych i wciskanych
owemu społeczeństwu dobrowolnie, ale i na siłę.
Nie ma żadnego powodu, aby całą tę pandemię nie traktować jako „nowe
okoliczności, które zaczęły zmieniać rzeczywistość.” Zatem dzisiaj nie
jest wystarczającym „zgodnie z tradycyjnymi liniami podziału” krytykowanie PiS (czy
PO). Dlatego w odpowiedzi twitterowej do p. Aleksandra napisałem „Pamiętajmy
jednak, że PiS z 2015 roku i PiS z Morawieckim na czele to dwie różne partie…”
W 2015 roku nie było „nowych okoliczności” i J. Kaczyński (osobiście, czy przez
osobę B. Szydło) z ministrem A. Macierewiczem dawali nadzieję na chociażby
odsunięcie w czasie tego, o czym w „Manifeście” czytamy: „Fundamentalny, wymagający
rozwiązania problem, którego istnienie sprawia, iż wszelki dalszy postęp jest
jedynie pozorny, to kwestia ostatecznego zniesienia podziału Europy na
suwerenne państwa narodowe.” Dziś
p. Morawiecki jest wręcz twarzą federalistów, otwarcie mówi, że wprowadza
rozwiązania takie jak Niemcy, popiera wspólny budżet unijny, wspólną armię
itd., itp. Dzisiejszy PiS jest watahą, w obliczu zbliżającego się bezhołowia,
panicznie i do obrzydzenia serwilistycznie szukającą nowego pana, tym razem w Brukseli.
Dzisiaj jest już za późno na ograniczanie się do krytyki PiSu. Celowe
rujnowanie finansów wszystkich państw jest nie tylko nieprzypadkowe, ale i
będzie miało swoje konsekwencje. Ruina systemu nastąpi w najbliższych
miesiącach, może kilku, może kilkunastu. Nie sądzę by kilkudziesięciu. Czy
wówczas w chaosie „Nieodwołalnie pokonane
zostanie dążenie do gospodarczej samowystarczalności poszczególnych krajów”? Czy
też ten chaos uda się wykorzystać dla sprawy polskiej?
Panie Mirosławie, Panie Aleksandrze, możecie się oburzać na moje
proste pytania: „Jaki krok w tym
kierunku dziś wykonałem? A jaki wykonał Pan? Będziemy gotowi?” Jednak faktem
jest, że, w obliczu przemian historycznych, przed którymi stoimy, plucie na
PiS, nie odróżnia nas od „opozycji” i będąc zgodnym z „tradycyjnymi liniami podziału”
skazuje na porażkę z wyśmienicie przygotowanymi federalistami. PiS to już nie
jest jedna z systemowych partyjek po okrągłostołowych (jaką był jeszcze w 2015
r.). Premier naszego rządu staje w awangardzie federalistów. Robienie (nawet
czarnego) PR p. Tuskowi, o którym, parafrazując, to, co można powiedzieć z
pewnością, to fakt, że nie siedział, ale dlaczego nie siedział już nie wiadomo,
również do celu nas nie przybliża. Pan Mirosław wspomina o złożoności działań,
jakie Pan Aleksander podejmuje. Ja ich faktu nie kwestionuję. Mam tylko jedno
pytanie i nadzieję, że dopuszczacie panowie wątpliwości: czy to ciągle dobry
kierunek, a więc czy te działania mają uzasadnienie? Czy naprawdę warto
podejmować skomplikowane działania z wysokim kosztem, by napisać, że PiS
odpowiada za złą sytuację w kraju?
Pozdrawiam
Komentarze
Prześlij komentarz